Opublikowano Dodaj komentarz

Kiedy relacja przestaje być lustrem ego

Na początku niemal każda relacja jest lustrem ego. Nie dlatego, że coś jest nie tak, lecz dlatego, że ego potrzebuje drugiego człowieka, by się zobaczyć.

Relacja staje się wtedy miejscem potwierdzania:
– swojej wartości
– swojej racji
– swojej ważności

Kocham, bo czuję się widziana. Jestem blisko, bo ktoś mnie wybiera. Cierpię, bo coś we mnie zostało naruszone.

Na mapie świadomości Hawkinsa to naturalny etap — poziomy dumy, pragnienia, strachu i przywiązania.

Jak działa relacja jako lustro ego…

Ego używa relacji do regulacji siebie.
Partner staje się ekranem, na który rzutowane są:
– oczekiwania
– niewypowiedziane potrzeby
– stare rany

Dlatego reakcje bywają nieproporcjonalne. Jedno słowo boli jak zdrada. Jedno oddalenie uruchamia panikę.

To nie druga osoba jest problemem. To napięcie w polu świadomości, które szuka ujścia.

Relacja przestaje być lustrem ego w chwili, gdy przestajesz używać jej do:
– potwierdzania swojej wartości
– ucieczki przed samotnością
– leczenia dawnych braków

To bardzo cichy moment. Bez fajerwerków. Często mylony z „ochłodzeniem”.nA to po prostu wyjście z projekcji.

Co się wtedy zmienia

Przestajesz reagować automatycznie Zamiast impulsu pojawia się pauza. Zamiast potrzeby obrony — ciekawość.

Nie musisz już:
– mieć racji
– być rozumiana
– wygrywać rozmów

Bo twoje „ja” nie jest zagrożone. Relacja przestaje być polem walki ego, a zaczyna być przestrzenią obecności.

Na wyższych poziomach świadomości partner nie jest już regulatorem emocji, nie jest źródłem bezpieczeństwa, nie jest lekarstwem na pustkę.

Jest tym, kim jest. Bez roli. Bez obowiązku. Bez presji. To ogromna ulga — dla obu stron.

Kiedy relacja nie jest już lustrem ego:
– nie analizujesz każdej zmiany
– nie dopowiadasz historii
– nie sprawdzasz, „co to znaczy”

Miłość przestaje być transakcją. Staje się stanem bycia. Możesz być blisko. Możesz być sama. I w obu przypadkach czujesz spójność.

Według Hawkinsa prawdziwa transformacja relacji nie polega na jej „naprawieniu”, lecz na opuszczeniu poziomu, z którego była tworzona.

Gdy rośnie świadomość: relacje albo się rozpuszczają, albo wchodzą na zupełnie inny wymiar. Bez dramatów. Bez walki. Bez winnych.

Gdy coś cię porusza w relacji, zapytaj:
„Czy to dotyka mojej obecności — czy mojego ego?”

Jeśli ego — pozwól emocji być. Nie działaj. Nie reaguj. Lustro pęknie samo.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak rozpoznać, z jakiego poziomu świadomości kochasz

Miłość nie jest tym samym na każdym poziomie świadomości.
Zmienia się nie dlatego, że ktoś jest „lepszy” lub „gorszy”, lecz dlatego, że ego i serce nie mówią tym samym językiem.

Według mapy świadomości Davida R. Hawkinsa, to poziom, z którego kochasz, decyduje o tym, czy miłość daje wolność, czy cierpienie.

Miłość z poziomu strachu

Jeśli boisz się utraty,
jeśli analizujesz każde słowo,
jeśli obecność drugiej osoby koi, a jej nieobecność boli —
to nie jest miłość, lecz lęk przed samotnością.

Miłość z tego poziomu mówi:
„Nie odchodź, bo bez Ciebie nie wiem, kim jestem”.

Tu pojawia się:
– zazdrość
– kontrola
– potrzeba ciągłego potwierdzania

To miłość, która bardzo chce, ale jeszcze nie potrafi być.

Miłość z poziomu pragnienia

Na tym poziomie miłość jest intensywna i namiętna.
Ciało i emocje są silnie zaangażowane.

Pojawia się myśl:
„Gdy Cię mam, czuję się pełna”.

To miłość, która:
– potrzebuje bliskości
– chce więcej
– boi się, że „nie wystarczy”

Jest piękna, ale niestabilna bo oparta na braku.

Miłość z poziomu dumy

Tu miłość staje się tożsamością.
„Jesteśmy idealną parą”.
„Nie każdy może mieć taką relację”.

Pojawia się porównywanie,
obrona wizerunku,
trzymanie się formy.

Miłość z dumy często trwa długo,
ale kosztuje energię,
bo ważniejsze staje się jak to wygląda, niż jak się czuje.

Miłość z poziomu odwagi

Na tym poziomie pojawia się prawda.
Można kochać i mówić „nie”.
Można być blisko i nie zatracać siebie.

Miłość nie służy już uzupełnianiu braków, lecz spotkaniu.

To moment, gdy relacja przestaje być ratunkiem,
a zaczyna być wyborem.

Miłość z poziomu akceptacji

Tutaj kochasz bez prób zmiany drugiej osoby.
Nie dlatego, że „wszystko jest idealne”,
lecz dlatego, że nie walczysz z rzeczywistością.

Miłość z akceptacji:
– nie szarpie
– nie wymusza
– nie testuje

Pozwala drugiemu być sobą —
i sobie również.

Miłość z poziomu bezwarunkowości (powyżej 500)

Na tym poziomie miłość nie potrzebuje obiektu.
Jest stanem.

Nie kochasz, żeby coś dostać.
Kochasz, bo serce jest otwarte.

Relacja może się wydarzyć —
ale nie jest źródłem miłości.

To miłość, która:
– nie boi się odejścia
– nie trzyma
– nie negocjuje

Jest cicha.
Stabilna.
Pełna.

Najprostsze pytanie rozpoznania

Zapytaj siebie:
– Czy boję się stracić tę miłość?
– Czy czuję napięcie, gdy jej nie ma?
– Czy próbuję coś udowodnić lub utrzymać?

Im mniej lęku i potrzeby,
tym wyższy poziom, z którego kochasz.

Nie chodzi o to, by „kochać idealnie”.
Chodzi o uczciwe zobaczenie miejsca, w którym jesteś.

Bo świadomość nie rośnie przez wysiłek.
Rośnie przez rozpoznanie.

A miłość — gdy jest prawdziwa —
zawsze prowadzi w górę.

Opublikowano Dodaj komentarz

Miłość duchowa a miłość cielesna według Davida R. Hawkinsa

Według Hawkinsa miłość nie jest emocją. Jest stanem świadomości.

To, co potocznie nazywamy miłością, często jest mieszanką pragnienia, przywiązania, lęku i projekcji.
To nie czyni jej „złą” — ale sprawia, że jest warunkowa.

Miłość cielesna – miłość na poziomie formy

Miłość cielesna rodzi się na poziomie ego i ciała Jest intensywna, magnetyczna, często bardzo silna fizycznie i emocjonalnie.

Jej paliwem jest:
– przyciąganie
– potrzeba bliskości
– chęć bycia wybranym
– lęk przed utratą

Na mapie świadomości Hawkinsa miłość cielesna zwykle oscyluje  w obszarze pragnienia, dumy lub strachu.

Dlatego:
– bywa zazdrosna
– chce posiadać
– boi się odejścia
– potrzebuje potwierdzeń

Nie kocha „drugiego”, lecz sposób, w jaki drugi zaspokaja potrzeby ego i ciała.

To miłość, która mówi: „Kocham Cię, bo dzięki Tobie coś czuję”.

Jest piękna, intensywna, ale niestabilna. I dlatego często boli.

Miłość duchowa – miłość jako stan bycia

Miłość duchowa zaczyna się powyżej poziomu 500 na mapie Hawkinsa. Nie jest skierowana do kogoś konkretnego. Jest polem.

To stan, w którym serce jest otwarte bez powodu.

Miłość duchowa:
– nie potrzebuje odpowiedzi
– nie domaga się bliskości
– nie boi się dystansu
– nie próbuje zatrzymać

Nie mówi: „kocham Cię, bo…”. Mówi: „kocham — i to wystarczy”.

To miłość, która nie chce brać. Ona promieniuje.

Ciało może w niej uczestniczyć, ale nie jest jej źródłem.

Relacja oparta na miłości duchowej jest wolna od dramatów Nie dlatego, że nie ma emocji, lecz dlatego, że nie ma przywiązania.

Najczęstsze nieporozumienie

Hawkins nie mówił, że miłość cielesna jest gorsza. Mówił, że nie jest ostateczna.

Problem pojawia się wtedy, gdy:
– oczekujemy od miłości cielesnej bezpieczeństwa duchowego
– próbujemy zaspokoić pustkę istnienia relacją
– chcemy, by drugi był źródłem naszego stanu

Wtedy miłość staje się cierpieniem.

Miłość duchowa nie zastępuje cielesnej. Ona ją uzdrawia.

Gdy miłość duchowa jest obecna:
– znikają gry
– znika potrzeba kontroli
– znika lęk przed stratą

Ciało nadal kocha.
Ale już nie z potrzeby.

Najgłębsza różnica

Miłość cielesna pyta:
„Czy mnie kochasz?”

Miłość duchowa mówi:
„Jestem miłością”.

I dopiero z tego miejsca relacje przestają być polem walki a stają się przestrzenią spotkania.

Nie dwóch braków. Lecz dwóch pełni.

To właśnie ten poziom miłości Hawkins nazywał najwyższą mocą w ludzkim doświadczeniu

Opublikowano Dodaj komentarz

Neutralność 250 – wolność od dramatów. Poziom, na którym życie przestaje być osobiste

Po przekroczeniu poziomu odwagi 200 zaczyna się zupełnie nowa jakość życia.
To moment, w którym człowiek przestaje reagować automatycznie, a zaczyna wybierać.

Pierwszym stabilnym poziomem powyżej 200 jest neutralność, która kalibruje na 250.

W mojej pracy widzę wyraźnie:
neutralność to jeden z najbardziej niedocenianych, a jednocześnie najbardziej uwalniających poziomów świadomości.

Czym naprawdę jest neutralność

Neutralność bardzo często bywa mylona z obojętnością.
To błąd.

Neutralność nie oznacza braku uczuć.
Oznacza brak wewnętrznego przymusu reagowania.

Na poziomie 250:

  • emocje się pojawiają, ale nie przejmują kontroli
  • sytuacje przestają być osobiste
  • znika potrzeba dramatu

To moment, w którym człowiek zaczyna widzieć rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie powinny być.

Dlaczego neutralność uwalnia od dramatów

Dramat zawsze potrzebuje:

  • identyfikacji z emocją
  • interpretacji
  • historii w głowie

Neutralność odcina paliwo dramatowi.

Na tym poziomie:

  • nie trzeba się bronić
  • nie trzeba atakować
  • nie trzeba udowadniać racji

Pojawia się wewnętrzne:
To jest takie, jakie jest.

I to zdanie ma ogromną moc.

Neutralność a relacje

Relacje na poziomie neutralności:

  • są lżejsze
  • mniej reaktywne
  • pozbawione gry w ofiarę i kata

Nie oznacza to braku granic.
Wręcz przeciwnie – granice są bardzo klarowne, ale pozbawione ładunku emocjonalnego.

Nie ma już potrzeby zmieniania ludzi.
Jest zgoda na to, że każdy jest na swoim poziomie świadomości.

Neutralność a poczucie kontroli

Na poziomie 250 znika potrzeba kontroli.
Nie dlatego, że wszystko jest idealne, ale dlatego, że przestaje istnieć lęk, który tę kontrolę napędzał.

To moment głębokiej ulgi dla układu nerwowego.

Jak dochodzi się do neutralności

Neutralność nie jest decyzją umysłu.
Jest efektem systematycznego uwalniania emocji.

Złość, duma, lęk i wstyd muszą zostać:

  • uznane
  • poczute
  • uwolnione u źródła

Dlatego tak dobrze sprawdza się tu:

  • hipnoterapia
  • uwalnianie emocji według Hawkinsa
  • ho’oponopono
  • autohipnoza

Praktyka neutralności

Wejdź w stan lekkiej autohipnozy i zadaj sobie pytanie:

  • Czy mogę pozwolić temu być takim, jakie jest?

Nie zmieniaj.
Nie analizuj.
Pozwól.

To jedno pytanie często przesuwa świadomość bardziej niż lata walki.

Co pojawia się na poziomie 250

  • spokój
  • dystans emocjonalny bez zamknięcia serca
  • poczucie wewnętrznej wolności
  • więcej energii życiowej

Neutralność nie jest końcem drogi.
Jest przestrzenią oddechu.

Opublikowano Dodaj komentarz

Akceptacja 350 – zgoda na życie takie, jakie jest. Poziom wewnętrznej dojrzałości

Powyżej neutralności znajduje się poziom, który w mojej pracy często nazywam przestrzenią dorosłości emocjonalnej.

To akceptacja, kalibrująca na 350.

Akceptacja nie jest rezygnacją.
Nie jest biernością.
Nie jest pogodzeniem się z cierpieniem.

Akceptacja jest zgodą na rzeczywistość, bez potrzeby walki z nią.

Czym naprawdę jest akceptacja

Na poziomie 350 człowiek:

  • widzi rzeczy takimi, jakie są
  • przestaje stawiać opór temu, co się wydarza
  • przestaje walczyć z przeszłością

To poziom, na którym znika pytanie:
Dlaczego mnie to spotkało?

A pojawia się:
Skoro tak jest, co mogę z tym zrobić?

Akceptacja a odpowiedzialność

Akceptacja to bardzo wysoki poziom odpowiedzialności.
Nie za innych.
Za swoje reakcje, wybory i decyzje.

Na tym poziomie:

  • nie ma już ofiary
  • nie ma obwiniania
  • nie ma ucieczki

Jest spokojna zgoda i działanie z miejsca spójności.

Akceptacja a emocje

Akceptacja nie oznacza braku emocji.
Oznacza brak oporu wobec nich.

Emocje mogą przepływać, bo nie są zatrzymywane przez walkę ani zaprzeczanie.

To ogromna ulga dla ciała.

Akceptacja a relacje

Relacje na poziomie 350:

  • są bardzo prawdziwe
  • oparte na zgodzie, nie na oczekiwaniach
  • wolne od potrzeby naprawiania innych

Nie ma tu zależności.
Jest wybór.

Akceptacja a życie

Na tym poziomie człowiek przestaje żyć w konflikcie z rzeczywistością.
Pojawia się zaufanie do procesu życia.

Nie dlatego, że wszystko jest łatwe.
Tylko dlatego, że opór zniknął.

Jak dojść do akceptacji

Akceptacja nie przychodzi z afirmacji.
Przychodzi z głębokiego uwolnienia emocji zapisanych w podświadomości.

Dlatego kluczowe są:

  • hipnoterapia
  • systematyczne uwalnianie emocji
  • praca z ciałem
  • autohipnoza

To naturalnie podnosi poziom świadomości.

Praktyka akceptacji

Wejdź w stan lekkiej autohipnozy i wypowiedz w sobie:

  • Zgadzam się na to, co jest, dokładnie takie, jakie jest.

Jeśli pojawi się opór – pozwól mu być.
On też chce zostać zobaczony.

Na końcu możesz poddać Bogu wszystko, co jeszcze walczy.

Co pojawia się na poziomie 350

  • głęboki spokój
  • dojrzałość emocjonalna
  • stabilność
  • zaufanie do życia

Akceptacja nie kończy drogi rozwoju.
Ale kończy wewnętrzną wojnę.

Opublikowano Dodaj komentarz

Złość – emocja poziomu 150. Dlaczego daje iluzję mocy i jak prowadzi do prawdziwej zmiany

Złość jest jedną z najbardziej źle rozumianych emocji.
Wiele osób boi się jej, tłumi ją albo próbuje kontrolować, wierząc, że to ona niszczy relacje i zdrowie.

Z perspektywy pracy z podświadomością widzę coś zupełnie innego.
Złość nie jest problemem.
Problemem jest utknięcie w niej lub próba pozbycia się jej bez zrozumienia, na jakim poziomie świadomości ona działa.

Na jakim poziomie dokładnie kalibruje złość

Według Mapy Poziomów Świadomości Davida Hawkinsa:

Złość kalibruje na poziomie 150.

Dla kontekstu:

  • 20 – wstyd
  • 30 – poczucie winy
  • 50 – apatia
  • 75 – żal
  • 100 – strach
  • 150 – złość
  • 175 – duma
  • 200 – odwaga

Poziom 200 jest punktem przełomowym – od tego miejsca zaczyna się prawdziwa moc, odpowiedzialność i spójność.

Co to oznacza w praktyce

Złość znajduje się powyżej bezsilności, ale poniżej prawdy.

To bardzo ważne, bo na poziomie 150:

  • pojawia się energia do działania
  • znika apatia
  • pojawia się impuls zmiany

Dlatego wiele osób lubi swoją złość.
Daje ona subiektywne poczucie mocy, choć energetycznie nadal jest to poziom ego i walki.

Złość mówi:
Już nie chcę tak żyć
To nie jest w porządku

Ale jednocześnie:

  • obwinia
  • atakuje
  • projektuje winę na zewnątrz

To nadal reakcja, a nie wybór.

Złość nie pojawia się nagle

Złość rzadko jest emocją pierwotną.
Najczęściej jest efektem długotrwałego tłumienia emocji niższych energetycznie.

Zanim pojawi się złość, zwykle było:

  • poczucie niesprawiedliwości
  • lęk
  • smutek
  • wstyd
  • brak postawionych granic

Złość jest sygnałem, że coś w Tobie zostało zignorowane zbyt długo.

Co kryje się pod złością

W pracy hipnoterapeutycznej niemal zawsze, pod warstwą złości, odnajdujemy:

  • bezsilność
  • zranione wewnętrzne dziecko
  • doświadczenia bycia niewysłuchaną
  • przekonanie, że nie wolno mówić prawdy

Złość pełni funkcję ochronną.
Chroni emocje, które kiedyś były zbyt trudne, by je poczuć.

Dlatego sama próba kontrolowania złości nigdy nie działa.
Trzeba dotrzeć do jej źródła.

Złość a oddawanie mocy

Paradoks polega na tym, że:

  • tłumiona złość oddaje moc
  • wybuchowa złość oddaje moc

W obu przypadkach reagujesz na świat zewnętrzny.

Prawdziwa moc pojawia się dopiero wtedy, gdy:

  • uznajesz złość
  • czujesz ją w ciele
  • przestajesz z nią walczyć
  • i pozwalasz jej się rozpuścić

To naturalnie prowadzi powyżej poziomu 150.

Złość a duma – pułapka 175

Bardzo często po złości pojawia się duma (175).
To etap:
Ja mam rację
Ja wiem lepiej
Nie dam się

Duma daje jeszcze większą iluzję mocy, ale nadal:

  • oddziela od ludzi
  • prowadzi do kontroli
  • maskuje wstyd i poczucie gorszości

Dlatego wiele osób utknęło pomiędzy 150 a 175.

Przejście przez złość do odwagi (200)

Poziom 200 – odwaga to moment, w którym:

  • bierzesz odpowiedzialność za swoje emocje
  • stawiasz granice bez agresji
  • mówisz prawdę bez potrzeby walki
  • przestajesz obwiniać

To już nie reakcja.
To wybór.

Jak pracować ze złością na poziomie podświadomości

Złość jest zapisana w ciele i układzie nerwowym.
Dlatego w pracy z nią łączę:

  • hipnoterapię
  • uwalnianie emocji według Hawkinsa
  • ho’oponopono
  • autohipnozę opartą na kotwicach

Ćwiczenie – świadomy kontakt

Wejdź w stan lekkiej autohipnozy.
Skieruj uwagę do ciała i zapytaj:

  • Gdzie dokładnie czuję złość?
  • Jakiej granicy nie postawiłam?
  • Co próbowałam zignorować?
  • Czy jest moją intencją odszukać złość i ją uwolnić? Kiedy?

Nie analizuj.
Czuj.

Uwalnianie programu złości

Pozwól emocji być.
Gdy poczujesz gotowość, wypowiedz:

Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę.
Jestem nieograniczoną istotą, jedyne co mnie ogranicza to, to w co wierzy mój umysł.
I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.

Następnie skieruj do siebie ho’oponopono:
Przepraszam
Proszę wybacz mi
Dziękuję
Kocham Cię

Na końcu poddaję Bogu tę emocję i wszystko, co za nią stoi.

Co pojawia się po uwolnieniu złości

Po przejściu przez złość:

  • ciało się uspokaja
  • umysł staje się jasny
  • granice stają się naturalne
  • relacje przestają być polem walki

Złość spełniła swoją funkcję.
Nie musi już krzyczeć.

Wsparcie procesu

Jeśli złość wraca automatycznie lub czujesz, że nosisz ją w sobie od lat, regularna praca w stanie hipnotycznym bardzo wspiera proces.

Złość nie jest wrogiem.
Jest bramą.
Ale tylko wtedy, gdy przez nią przechodzisz, a nie w niej mieszkasz.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak duma blokuje pozytywne relacje. O mechanizmie, który oddziela zamiast chronić

W mojej pracy z podświadomością bardzo często spotykam ten sam schemat.
Ktoś mówi:

Nie będę się pierwsza odzywać
Mam swoje zasady
Nie będę się poniżać

Na poziomie świadomym brzmi to jak zdrowe granice.
Na poziomie energetycznym i podświadomym bardzo często jest to duma – emocja, która zamiast chronić, zamyka serce i odcina od relacji.

Czym naprawdę jest duma

Według skali świadomości Davida Hawkinsa duma znajduje się na poziomie 175, czyli poniżej energii prawdy, spójności i mocy.
To oznacza, że duma nie jest przejawem wewnętrznej mocy ani miłości do siebie.

Duma jest mechanizmem obronnym ego, który powstał w odpowiedzi na zranienie, wstyd lub odrzucenie.

Na głębokim poziomie duma zawsze komunikuje jedno:
Nie jestem bezpieczna, gdy jestem otwarta.

Dlaczego duma blokuje relacje

Relacja wymaga otwartości, miękkości i prawdy.
Duma działa odwrotnie.

Osoba funkcjonująca z poziomu dumy:

  • nie mówi wprost o swoich potrzebach
  • oczekuje, że druga strona się domyśli
  • wycofuje się zamiast rozmawiać
  • myli dystans z siłą
  • myli chłód z granicą

Energetycznie między ludźmi pojawia się mur.
A za tym murem zawsze stoi lęk przed zranieniem.

Duma nie szanuje ludzi

To bardzo ważny, a często pomijany aspekt.
Duma nie szanuje ludzi, ponieważ prowadzi do pragnienia kontroli.

Kiedy działamy z poziomu dumy:

  • chcemy mieć rację
  • chcemy być tą bardziej świadomą, lepszą, dojrzalszą
  • oczekujemy, że inni się zmienią
  • próbujemy nieświadomie kontrolować emocje i zachowania drugiej osoby

Tam, gdzie pojawia się potrzeba kontroli, nie ma równości ani szacunku.
Jest relacja ego do ego.

Uczucie wyższości jako maska

Duma bardzo często przyjmuje formę poczucia wyjątkowości, wyższości lub moralnej przewagi.
Ale to tylko fasada.

W pracy z hipnozą i regresją do źródła niemal zawsze pod tą warstwą odkrywamy wstyd.

Wstyd to emocja:

  • poczucia niższości
  • gorszości
  • bycia niewystarczającą
  • przekonania, że z nami jest coś nie tak

Dlatego duma tak zaciekle broni obrazu siebie.
Bo gdyby ta konstrukcja się rozpadła, na powierzchnię wyszedłby ból, który kiedyś był nie do uniesienia.

Im silniejsze uczucie wyższości, tym głębiej schowany wstyd.
Im większa potrzeba kontroli innych, tym większy lęk przed własną bezbronnością.

Duma jako oddawanie mocy

Duma nie daje mocy – ona ją oddaje.

Kiedy:

  • trwasz w milczeniu
  • czekasz, aż ktoś zrobi pierwszy krok
  • zamykasz serce, bo nie chcesz okazać słabości

oddajesz swoją moc światu zewnętrznemu.

Prawdziwa moc nie potrzebuje obrony.
Prawdziwa moc potrafi być w prawdzie bez potrzeby dominacji.

Co kryje się pod dumą

Podczas sesji bardzo często pod dumą odkrywamy:

  • wczesne doświadczenia odrzucenia
  • brak bezpiecznej więzi
  • zawstydzenie w dzieciństwie
  • przekonanie, że okazywanie uczuć jest zagrożeniem

Duma nie jest problemem.
Jest sygnałem, że jakaś część w nas nadal potrzebuje uzdrowienia.

Jak pracować z dumą na poziomie podświadomości

Dumy nie da się rozpuścić samą analizą.
Jest zapisana w ciele i układzie nerwowym.

Dlatego w pracy z nią łączę:

  • hipnoterapię
  • uwalnianie emocji według Hawkinsa
  • ho’oponopono
  • autohipnozę opartą na kotwicach

Ćwiczenie

Wejdź w stan lekkiej autohipnozy.
Skieruj uwagę do wnętrza i zapytaj:

  • Co chroni moja duma?
  • Przed jakim uczuciem mnie broni?
  • Co by się stało, gdybym pozwoliła sobie być miękka?

Pozwól, aby odpowiedzi przyszły z ciała.

Uwalnianie programu dumy

Gdy poczujesz emocję pod spodem, pozwól jej być i wypowiedz:

Czy uwolnię dumę z mojego wnętrza? Czy to zrobię najlepiej jak potrafię? Kiedy?

Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę.
Jestem nieograniczoną istotą, jedyne co mnie ogranicza to, to w co wierzy mój umysł.
I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.

Następnie skieruj do siebie ho’oponopono:
Przepraszam
Proszę wybacz mi
Dziękuję
Kocham Cię

Na końcu poddaję Bogu tę emocję i wszystko, co za nią stoi.

Co pojawia się po puszczeniu dumy

Po puszczeniu dumy nie pojawia się słabość.
Pojawia się spokój, autentyczność i zdolność do prawdziwej bliskości.

Relacje zaczynają się uzdrawiać nie dlatego, że inni się zmieniają,
ale dlatego, że znika potrzeba bycia wyżej lub niżej.

Pojawia się równość.
A równość jest fundamentem miłości.

Wsparcie procesu

Jeśli czujesz, że duma wraca automatycznie i przejmuje kontrolę, regularna praca w stanie hipnotycznym bardzo wspiera proces.

Miłość nie potrzebuje kontroli.
Miłość potrzebuje obecności.

Opublikowano Dodaj komentarz

Poczucie winy jako blokada do szczęścia. Obwinianie innych jako projekcja winy wobec siebie

Jako hipnoterapeutka od lat fascynuję się ludzkim umysłem – jego głębią, potęgą i tym, jak subtelnie potrafi nas prowadzić… albo blokować. W swojej pracy łączę hipnoterapię z uwalnianiem emocji według Davida Hawkinsa, ho’oponopono oraz elementami Totalnej Biologii. Nie dlatego, że „trzeba więcej”, ale dlatego, że wszystko to prowadzi mnie do jednego miejsca: do prawdy zapisanej w podświadomości.

Zanim rozpocznę jakikolwiek proces uwalniania emocji, wchodzę w stan autohipnozy. To przestrzeń ciszy, głębokiego kontaktu ze sobą i z tym, co większe ode mnie. W tym stanie podświadomość staje się otwarta, szczera i gotowa na transformację. Tam nie ma walki – jest zgoda, uważność i gotowość na puszczenie.

Wszystko, co pojawia się w moim życiu w ciągu dnia – myśli, emocje, reakcje, spotkania – poddaję Bogu. Nie analizuję obsesyjnie. Jestem w uważności. Obserwuję. Pamiętam, że nie jestem swoimi myślami. Myśli przychodzą i odchodzą, a ja jestem przestrzenią, w której to się wydarza.

Jedną z emocji, które najczęściej pojawiają się w pracy z podświadomością – i jednocześnie jedną z najsilniejszych blokad do szczęścia – jest poczucie winy.

Poczucie winy działa jak cichy sabotażysta. Niby niewinne, czasem wręcz moralne, a jednak głęboko destrukcyjne. To ono sprawia, że nie pozwalamy sobie na radość, lekkość, obfitość czy miłość. Podświadomie czujemy, że nie zasługujemy. I dopóki ta emocja jest aktywna, umysł będzie tworzył sytuacje, które ją potwierdzają.

Co ciekawe, bardzo często nie chcemy jej widzieć w sobie. Dlatego obwiniamy innych. Kogoś za nasze emocje, decyzje, stan życia. A obwinianie nie jest niczym innym jak projekcją poczucia winy wobec samej siebie. To mechanizm obronny umysłu, który nie chce poczuć tego, co boli.

Z perspektywy, z której pracuję, nie ma zewnętrznych przyczyn tego, czego doświadczam. Wszystko zaczyna się w umyśle – w przekonaniach, programach, zapisanych emocjach. I właśnie dlatego mam moc, by to zmienić.

W procesie uwalniania często używam zdania zgodnego z naukami Hawkinsa:
„Kasuję tę myśl teraz. Już w to nie wierzę.”

To proste zdanie ma ogromną moc, bo przypomina mi prawdę:
Jestem nieograniczoną istotą.
Jedyne, co mnie ogranicza, to to, w co wierzy mój umysł.

Nie ma żadnych zewnętrznych przyczyn mojego doświadczenia. I to ja mam moc, by uwolnić z mojego umysłu wszystko – każdą myśl, każde przekonanie, każdy program. To jest mój umysł. A ja jestem większa.

Na co dzień praktykuję wdzięczność. Nie jako technikę, ale jako sposób widzenia świata. Wdzięczność zmienia perspektywę – nawet wobec trudnych doświadczeń. Zamiast pytać „dlaczego mnie to spotyka?”, pytam: „co mogę z tego uwolnić?”. I wtedy wszystko staje się drogą do wolności.

Wysyłam energię bezwarunkowej miłości – do siebie, do innych, do sytuacji, które kiedyś oceniałam. Wiem, że ta energia leczy wszystko, bo rozpuszcza opór. A tam, gdzie nie ma oporu, nie ma też winy.

Kiedy puszczam poczucie winy, przestaję obwiniać innych. Kiedy przestaję obwiniać innych, wracam do swojej mocy. A gdy jestem w swojej mocy – szczęście nie jest już celem. Jest naturalnym stanem bycia.

I właśnie do tego miejsca prowadzę – siebie i tych, z którymi pracuję. Do przestrzeni, w której umysł przestaje rządzić, a świadomość zaczyna wybierać.

Opublikowano Dodaj komentarz

Źródło jest w Tobie – przestań czekać, aż świat da Ci to, co możesz poczuć teraz

Wiele osób żyje w cichym oczekiwaniu. Aż ktoś je pokocha. Aż ktoś je doceni. Aż ktoś przyniesie spokój, radość albo poczucie bezpieczeństwa.

To oczekiwanie wydaje się naturalne, ale według Hawkinsa jest ono subtelną formą oddania mocy na zewnątrz. Jakby nasze dobre uczucia zależały od warunków. Jakby serce musiało czekać na pozwolenie.

Pozytywne uczucia nie są nagrodą od świata. Są stanem świadomości. A stan świadomości nie przychodzi z zewnątrz.

Kiedy czekasz, aż ktoś da Ci miłość, tworzysz brak. Kiedy czekasz na uznanie, karmisz poczucie niedostateczności. Kiedy odkładasz spokój na „potem”, wzmacniasz napięcie.

Hawkins uczył, że wszystko, czego szukamy na zewnątrz, już istnieje w polu naszej świadomości. Nie musimy tego wytwarzać. Musimy przestać to blokować.

Radość nie pojawia się dlatego, że coś się wydarzyło. Pojawia się, gdy przestajemy jej zabraniać być. To samo dotyczy miłości, czułości, wdzięczności i lekkości.

Dawanie sobie pozytywnych uczuć nie jest egoizmem. Jest powrotem do źródła. Do miejsca, w którym nie ma warunków.

Możesz w tej chwili poczuć ciepło w klatce piersiowej. Możesz pozwolić sobie na miękki oddech. Możesz uznać: „Teraz jest wystarczająco”.

Nie dlatego, że wszystko jest idealne. Ale dlatego, że Twoje serce nie potrzebuje idealnych warunków, by być otwarte.

Gdy przestajesz czekać, zmienia się wszystko. Relacje stają się lżejsze. Znikają oczekiwania.

Inni ludzie nie są już odpowiedzialni za Twój stan. A to paradoksalnie sprawia, że zaczynają dawać więcej. Nie z przymusu, lecz z przepływu.

Kiedy dajesz sobie spokój, świat przestaje Ci go zabierać. Kiedy dajesz sobie miłość, nie musisz o nią walczyć. Kiedy dajesz sobie radość, nie boisz się jej stracić.

To nie świat ma Cię uszczęśliwić. To Ty masz przestać blokować szczęście.

Źródło jest w Tobie. Zawsze było. I zawsze czekało nie na kogoś z zewnątrz — tylko na Twoją zgodę

Opublikowano Dodaj komentarz

Co oznacza wolna wola według Davida R. Hawkinsa?

Według Hawkinsa nie mamy wolnej woli w sensie kontrolowania życia, ludzi czy zdarzeń.
Nie wybieramy myśli, które się pojawiają.
Nie wybieramy emocji, które w nas się nasilają. Pojawiają się automatycznie, z poziomu świadomości, na którym aktualnie jesteśmy.

Jednak mamy wolną wolę w jednym, kluczowym miejscu.

Mamy wolną wolę w tym, czy opieramy się temu, co się pojawia, czy pozwalamy temu być.

To jedyny prawdziwy wybór.

Hawkins mówił, że życie samo się wydarza. My nie „robimy” emocji. My ich doświadczamy.

Wolna wola nie polega więc na manipulowaniu rzeczywistością, lecz na wyborze postawy wobec doświadczenia.

Możesz:
– walczyć z emocją
– tłumić ją
– uciekać
albo
– pozwolić jej być i się rozpuścić

To jest akt wolnej woli.

Na mapie świadomości im wyższy poziom, tym mniej osobistej woli, a więcej zgody na przepływ życia.

Na niższych poziomach (wstyd, wina, strach) człowiek czuje, że „musi” reagować. Na wyższych poziomach pojawia się przestrzeń.

Nie dlatego, że ktoś jest silniejszy. Tylko dlatego, że opór się zmniejsza.

Hawkins podkreślał, że prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy przestajemy próbować kontrolować wynik.

Nie wybierasz, co się wydarzy. Ale wybierasz:
czy będziesz w tym w oporze,
czy w zaufaniu.

To dlatego praktyka uwalniania jest praktyką wolnej woli.
Za każdym razem, gdy nie karmisz emocji myślą, wybierasz wolność.

I paradoksalnie —
im mniej próbujesz „decydować” o życiu, tym więcej mocy i spokoju się pojawia.

Wolna wola u Hawkinsa to nie:
„zrobię, żeby było po mojemu”.

To:
„pozwalam życiu płynąć przeze mnie, bez oporu”.

I to jest najwyższy poziom wolności.