Według Hawkinsa nie mamy wolnej woli w sensie kontrolowania życia, ludzi czy zdarzeń.
Nie wybieramy myśli, które się pojawiają.
Nie wybieramy emocji, które w nas się nasilają. Pojawiają się automatycznie, z poziomu świadomości, na którym aktualnie jesteśmy.
Jednak mamy wolną wolę w jednym, kluczowym miejscu.
Mamy wolną wolę w tym, czy opieramy się temu, co się pojawia, czy pozwalamy temu być.
To jedyny prawdziwy wybór.
Hawkins mówił, że życie samo się wydarza. My nie „robimy” emocji. My ich doświadczamy.
Wolna wola nie polega więc na manipulowaniu rzeczywistością, lecz na wyborze postawy wobec doświadczenia.
Możesz:
– walczyć z emocją
– tłumić ją
– uciekać
albo
– pozwolić jej być i się rozpuścić
To jest akt wolnej woli.
Na mapie świadomości im wyższy poziom, tym mniej osobistej woli, a więcej zgody na przepływ życia.
Na niższych poziomach (wstyd, wina, strach) człowiek czuje, że „musi” reagować. Na wyższych poziomach pojawia się przestrzeń.
Nie dlatego, że ktoś jest silniejszy. Tylko dlatego, że opór się zmniejsza.
Hawkins podkreślał, że prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy przestajemy próbować kontrolować wynik.
Nie wybierasz, co się wydarzy. Ale wybierasz:
czy będziesz w tym w oporze,
czy w zaufaniu.
To dlatego praktyka uwalniania jest praktyką wolnej woli.
Za każdym razem, gdy nie karmisz emocji myślą, wybierasz wolność.
I paradoksalnie —
im mniej próbujesz „decydować” o życiu, tym więcej mocy i spokoju się pojawia.
Wolna wola u Hawkinsa to nie:
„zrobię, żeby było po mojemu”.
To:
„pozwalam życiu płynąć przeze mnie, bez oporu”.
I to jest najwyższy poziom wolności.
