Opublikowano Dodaj komentarz

Jak za pomocą hipnoterapii regresyjnej pozbyłam się lęku przed oceną i zaczęłam swobodnie publikować w social mediach

Lęk przed oceną to jedna z najczęstszych blokad, z jakimi przychodzą do mnie kobiety.
I sama kiedyś doskonale wiedziałam, jak paraliżujący potrafi być — uczucie ścisku w brzuchu, drżenie głosu, myśli typu: „Co oni pomyślą? Czy mnie skrytykują? Czy to ma sens?”.

Mogłam mieć wiedzę, umiejętności i gotowość do działania, ale mój system nerwowy reagował tak, jakby publikacja posta była zagrożeniem życia.
To nie był racjonalny strach.
To była reakcja zakodowana głęboko w podświadomości.

Dzisiaj publikuję w social mediach codziennie, swobodnie, lekko, z radością.
A ten artykuł jest o tym, jak do tego doszłam dzięki hipnoterapii regresyjnej, uwalnianiu emocji, metodzie Hawkinsa, hooponopono i codziennej praktyce autohipnozy z kotwic.

  1. Lęk przed oceną nie jest logiczny — jest emocjonalny

Poziom lęku na mapie Hawkinsa to 100.
To niska częstotliwość, która kurczy ciało, odbiera odwagę i powoduje reakcję „zamrożenia”.

Tak reaguje podświadomość, kiedy:

  • w dzieciństwie często byłaś oceniana,
  • byłaś porównywana do innych,
  • karano Cię za błędy,
  • wyśmiewano Twoją ekspresję,
  • nie czułaś się bezpieczna, aby być sobą.

Lęk przed oceną to nie problem dorosłej kobiety.
To echo przeszłości, które odtwarza się automatycznie.

  1. Hipnoterapia regresyjna dotarła do źródła

Właśnie dlatego wybrałam hipnoterapię regresyjną — bo żaden logiczny argument nie uspokoi programów zakodowanych w podświadomości.

W regresji odkryłam kilka kluczowych momentów:

  • sytuacje z dzieciństwa, w których bałam się skrytykowania,
  • emocje wstydu (poziom 20) i winy (30), które trzymałam w ciele latami,
  • przekonanie „nie mogę pokazywać siebie, bo ktoś mnie zrani”.

Dopiero kiedy uwolniłam te emocje w głębokim stanie hipnotycznym, ciało zaczęło reagować inaczej.
Pojawił się spokój, odwaga i lekkość.

  1. Autohipnoza z kotwic — codzienna praktyka, która zmienia tożsamość

Po sesjach hipnoterapii zaczęłam korzystać z autohipnozy z kotwic:

  • kotwica na spokój,
  • kotwica na odwagę,
  • kotwica na ekspresję,
  • kotwica na poczucie bezpieczeństwa.

Codziennie wprowadzałam się w trans, uruchamiałam kotwicę i integrowałam nowy stan w podświadomości.
To nie była już „praca z umysłem”.
To stało się stylem życia — naturalnym, codziennym higienicznym procesem dbania o siebie.

W każdym momencie, gdy pojawiało się coś trudnego, robiłam to automatycznie:

Wszystko, co zauważam w sobie negatywnego, natychmiast poddaję Bogu.

To dawało natychmiastowe rozluźnienie.

  1. Gdy pojawiało się większe wyzwanie — robiłam regresję 

Przy intensywniejszych emocjach pracowałam na dwa sposoby:

  • ktoś inny prowadził dla mnie proces regresyjny,
  • albo robiłam sobie autohipnoterapię regresyjną samodzielnie, używając sprawdzonego protokołu.

W regresji:

  • wracałam do przyczyny,
  • uwalniałam lęk, wstyd i napięcie,
  • zmieniałam przekonania,
  • integrowałam nową tożsamość kobiety, która ma prawo być widoczna.

To były momenty największych przełomów.

  1. Uwalnianie emocji w autohipnozie i hooponopono

Jednym z przełomowych elementów było codzienne uwalnianie emocji:

  • stawałam się ich obserwatorką,
  • pozwalałam im przepłynąć,
  • poddawałam je Bogu,
  • oczyszczałam umysł hooponopono.

W momentach, kiedy odkrywałam stary program (np. „nie jestem wystarczająca”), wypowiadałam:

Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę.
Jestem nieograniczoną istotą, jedyne co mnie ogranicza to, to w co wierzy mój umysł.
I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.

Ta praca zmieniała mnie codziennie.

  1. Przestałam się bać oceny, bo już jej nie nosiłam w sobie

Nie przestałam publikować dlatego, że „przestało mi zależeć”.
Wręcz przeciwnie — zaczęło zależeć mi w zdrowy sposób.

Przestałam się bać, bo:

  • nie miałam już w ciele przeszłego bólu,
  • mój system nerwowy reagował spokojem,
  • mój umysł działał z poziomu odwagi (200),
  • czułam prowadzenie i zaufanie (500+),
  • byłam ugruntowana w swojej wartości.

Z osoby, która wahała się nad każdym słowem,
stałam się kobietą, która dzieli się sobą swobodnie i prawdziwie.

  1. Publikowanie stało się naturalne

Nie było już:

  • napięcia,
  • wymuszania,
  • obaw,
  • analizowania,
  • perfekcjonizmu.

Pojawiło się:

  • połączenie z intuicją,
  • lekkość,
  • przepływ,
  • autentyczność,
  • mądrość płynąca z serca.

Zaczęłam publikować codziennie — bez presji, bez strachu, bez analizy.

  1. To nie tylko transformacja — to nowy sposób życia

Ta droga nauczyła mnie jednego:
nie pracuję już z umysłem — ja z nim żyję świadomie.

I to zmieniło wszystko:

  • moje podejście do ludzi,
  • moje relacje,
  • moją twórczość,
  • moją duchowość,
  • moje poczucie bezpieczeństwa,
  • moje prowadzenie przez Boga.

Przestałam być ofiarą własnych lęków.
Stałam się ich obserwatorką.