Opublikowano Dodaj komentarz

Jak w autohipnoterapii dotarłam do źródła strachu – moja historia lęku wysokości

Przez długi czas lęk wysokości wydawał się czymś oczywistym.
Ciało reagowało szybciej niż umysł, a racjonalne tłumaczenia niczego nie zmieniały. Wiedziałam, że to nie jest kwestia logiki ani realnego zagrożenia. To był zapis w podświadomości.

Dopiero praca w autohipnoterapii pozwoliła mi dotrzeć do źródła tego strachu.

Strach nie rodzi się tu i teraz

Lęk wysokości nie pojawiał się dlatego, że byłam wysoko.
Pojawiał się dlatego, że podświadomość uruchamiała stary program.

Ciało reagowało:

  • napięciem
  • zawrotami
  • potrzebą ucieczki

To nie była decyzja.
To była automatyczna reakcja.

I dokładnie tam wiedziałam, że trzeba pracować.

Wejście w stan autohipnozy

Zanim zaczęłam proces, weszłam w stan autohipnozy oparty na kotwicy, z której korzystam na co dzień. To moment, w którym:

  • umysł się wycisza
  • znika kontrola
  • ciało zaczyna czuć

Wyszukałam emocję odpowiedzialną za lęk wysokości.
Pozwoliłam, by to podświadomość mnie poprowadziła.

Dotarcie do źródła

W stanie autohipnozy pojawił się obraz i emocja, które nie miały nic wspólnego z obecną sytuacją. To było doświadczenie z dużo wcześniejszego etapu życia, zapisane nie w słowach, lecz w ciele.

Tam pojawił się:

  • strach
  • bezradność
  • poczucie braku kontroli

To było źródło.
Nie wysokość.
Nie przestrzeń.
Lecz emocja, która nigdy wcześniej nie została uwolniona.

Uwalnianie emocji zamiast analizy

Nie analizowałam tego doświadczenia.
Nie próbowałam go zrozumieć.

Zastosowałam technikę uwalniania emocji Hawkinsa:

  • pozwalając uczuciu być
  • nie uciekając
  • nie tłumiąc

Emocja miała przestrzeń, by się rozpuścić.

Przeniosłam się również do tej sytuacji jako osoba dorosła i z perspektywy obserwatora powiedziałam młodszej sobie, wszystko to, co powinnam była usłyszeć, by przejść przez tą sytuację w odpowiedni sposób. To zneutralizowało strach, błędne przekonania i fałszywe poczucie winy, które nosiłam. Nastapiła transformacja.

Ho’oponopono i puszczenie kontroli

W kolejnym etapie wprowadziłam ho’oponopono – nie jako afirmację, lecz jako stan puszczenia odpowiedzialności za to, co zostało zapisane w przeszłości.

Na tym etapie pojawiła się głęboka ulga.
Nie intelektualna.
Cielesna.

To był moment, w którym wewnętrznie poddaję Bogu to doświadczenie i przestaję je trzymać.

Kasowanie programu strachu

Na zakończenie procesu użyłam intencji:

Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę.
Jestem nieograniczoną istotą, jedyne co mnie ogranicza to, to w co wierzy mój umysł.
I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.

Nie po to, by coś wymusić.
Po to, by zamknąć stary zapis.

Co się zmieniło

Zmiana nie była spektakularna w sensie emocjonalnym.
Była naturalna.

Ciało przestało reagować tak jak wcześniej.
Nie dlatego, że się przyzwyczaiłam.
Dlatego, że nie było już czego uruchamiać.

Lęk zniknął razem z programem, który go podtrzymywał.

Dlaczego autohipnoterapia działa

Pracuje na poziomie:

  • emocji
  • ciała
  • podświadomych zapisów

Dlatego jest tak skuteczna w pracy z lękami, fobiami i reakcjami, które nie poddają się racjonalnej kontroli.

Autohipnoza jako codzienne narzędzie

Na co dzień uczę klientki autohipnozy opartej na kotwicach i sama z niej regularnie korzystam – szczególnie przed procesem uwalniania emocji. To narzędzie:

  • przywraca poczucie bezpieczeństwa
  • wycisza ego
  • pozwala dotrzeć do źródła, a nie objawu

W sklepie dostępne są również gotowe nagrania autohipnoz, które mogą być wsparciem w samodzielnej pracy z podświadomością.

Strach nie jest wrogiem

Strach jest informacją.
Pokazuje, gdzie umysł wciąż wierzy w brak bezpieczeństwa.

Gdy dotrzesz do źródła i je rozpuścisz, strach nie ma już czego bronić.

I właśnie wtedy znika.