Opublikowano Dodaj komentarz

Kiedy akceptacja nie jest rezygnacją, lecz mocą

Dla wielu osób akceptacja brzmi jak porażka. Jak poddanie się. Jak zgoda na coś, czego się nie chce. Ego interpretuje ją jako stratę kontroli i rezygnację z wpływu. Tymczasem w ujęciu Hawkinsa akceptacja jest jednym z najmocniejszych stanów świadomości.

Rezygnacja rodzi się z bezsilności. Akceptacja rodzi się z wewnętrznej mocy.
To dwa zupełnie różne doświadczenia, choć z zewnątrz mogą wyglądać podobnie.

Rezygnacja ma w sobie ciężar. Towarzyszy jej napięcie, żal, poczucie niesprawiedliwości. Akceptacja natomiast przynosi rozluźnienie. Ciało mięknie. Oddech się pogłębia. Umysł przestaje walczyć.

Według mapy świadomości Hawkinsa akceptacja pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje być w konflikcie z rzeczywistością. Nie dlatego, że wszystko mu się podoba, ale dlatego, że przestaje stawiać opór temu, co już jest.

Ego żywi się sprzeciwem. „Nie powinno tak być”, „to się musi zmienić”, „najpierw coś naprawię, potem będę spokojna”. Akceptacja odbiera ego paliwo. Dlatego często pojawia się lęk: jeśli zaakceptuję, to nic się nie zmieni.

Paradoks polega na tym, że zmiana bez akceptacji jest zawsze wymuszona. I dlatego krótkotrwała. Akceptacja nie zatrzymuje ruchu. Ona go umożliwia.

W hipnozie moment akceptacji jest bardzo wyraźny. To chwila, w której osoba przestaje próbować coś osiągnąć. Przestaje „pracować”. I właśnie wtedy system nerwowy wchodzi w stan głębokiej regulacji. Uzdrowienie dzieje się samo, bez wysiłku.

Akceptacja nie oznacza zgody na krzywdę, brak granic czy bierność. Oznacza zgodę na prawdę chwili obecnej. A prawda jest zawsze punktem wyjścia do realnego działania.

Hawkins podkreślał, że akceptacja jest stanem mocy, bo nie zależy od okoliczności. Jest wewnętrzna. Niezależna. Stabilna. Nie trzeba niczego zmieniać, by ją poczuć.

Gdy akceptujesz emocję, ona traci intensywność. Gdy akceptujesz sytuację, przestaje tobą rządzić. Gdy akceptujesz siebie, znika wewnętrzny konflikt, który zabierał energię.

Ego boi się akceptacji, bo nie ma w niej narracji bohatera ani ofiary. Jest cisza. Prostota. Obecność. A w obecności nie ma nic do udowodnienia.

Akceptacja nie mówi: „to jest w porządku”.
Ona mówi: „to jest”.

I w tej prostocie zawiera się ogromna moc.
Moc, która nie walczy.
Moc, która nie ucieka.
Moc, która uzdrawia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *