Dlaczego to już nie jest praktyka, lecz mój sposób życia
Każdy z nas ma w sobie moment, w którym mówi: „Chcę inaczej. Chcę głębiej. Chcę prawdziwej zmiany.”
U mnie ten moment przyszedł wtedy, gdy zrozumiałam, że praca z umysłem nie może być jednorazowym ćwiczeniem, ale codziennym stylem życia.
I od tej chwili wszystko zaczęło się zmieniać.
Dziś mogę powiedzieć:
To nie jest już technika.
To nie jest praktyka.
To mój sposób istnienia.
A transformacja, jakiej doświadczyłam, jest dowodem na to, że zmiana jest naturalną konsekwencją codziennej pracy z podświadomością, hipnoterapią, metodą Hawkinsa i hooponopono.
- Z czego się uwolniłam – realne zmiany, nie teoretyczne
Przez lata żyłam w lękach, reakcjach i automatycznych programach.
Dziś mogę powiedzieć z pełną prawdą:
- Pozbyłam się kilku fobii dzięki hipnoterapii – głęboka praca z podświadomością rozpuściła lęki, które trzymałam od dzieciństwa.
- Przestałam obwiniać świat zewnętrzny – dzięki metodzie Hawkinsa zrozumiałam, że wszystko jest we mnie: moje emocje, interpretacje, reakcje.
- Przestałam trzymać się uraz – prawdziwie wybaczyłam innym, ale też sobie; dopiero wtedy poczułam wolność.
- Ho’oponopono oczyściło moje serce – codzienne „Przepraszam, Proszę wybacz mi, Dziękuję, Kocham Cię” rozpuściło to, co było ciężarem przez lata.
- Uwalnianie emocji stało się naturalną częścią dnia – robię to nie tylko w praktykach, ale w każdym momencie, gdy pojawia się napięcie.
- Wszystko, co zauważam w sobie negatywnego, natychmiast poddaję Bogu – jest to najczystsza forma zaufania i poddania, kalibrująca ponad 500.
To nie są rzeczy „do zrobienia”.
To jest mój sposób oddychania.
- Autohipnoza z kotwic – narzędzie, które zmieniło moje życie
Codziennie pracuję z autohipnozą, ale nie w klasycznym sensie — nie tylko z nagrań.
Używam autohipnozy z kotwic, której nauczyła mnie praktyka hipnoterapeutyczna.
To oznacza, że:
- mogę wejść w stan głębokiej pracy w kilka sekund
- uwalniam emocje natychmiast, gdy się pojawią
- mogę rozpuścić program w chwili, w której go zauważę
- jestem w tym stanie na co dzień, nie tylko „w sesji”
Dzięki temu uwalnianie stało się automatycznym, naturalnym procesem.
To właśnie w autohipnozie z kotwic wykonuję najgłębszą pracę:
- uwalniam emocje
- kasuję programy
- transformuję przekonania
- spokojnie przeprowadzam siebie przez trudniejsze chwile
I kiedy czuję, że pojawia się stary program, mówię:
„Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę.
Jestem nieograniczoną istotą.
Jedyne co mnie ogranicza, to to, w co wierzy mój umysł.
I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.”
Ta fraza otwiera przestrzeń na nową prawdę.
- Przestałam żyć w reakcji — zaczęłam żyć w świadomości
Kiedyś automatycznie reagowałam:
- z lęku
- z poczucia winy
- z napięcia
- z nawyku
- z emocji
Dzięki pracy z mapą poziomów świadomości Hawkinsa widzę dziś dokładnie, z jakiego poziomu działam.
Z lęku (100)?
Z pożądania (125)?
Z dumy (175)?
A może z odwagi (200), akceptacji (350), miłości (500)?
To daje mi jasność, której wcześniej nie miałam.
Codziennie zauważam siebie na czymś, co kiedyś przechodziłoby niezauważone:
- napięcie w ciele
- mikroreakcje
- osąd
- dramatyzowanie
- wewnętrzny atak
- programy z dzieciństwa
A gdy tylko to zauważam — poddaję to Bogu.
Nie trzymam tego.
Nie analizuję godzinami.
Nie buduję z tego historii.
Oddaję.
I w tym oddaniu jestem wolna.
- Przestałam się bać zmian – zaczęłam je zapraszać
Kiedy codziennie pracujesz z podświadomością, zaczynasz czuć, że życie jest Twoim sprzymierzeńcem.
Nie musisz go kontrolować.
Nie musisz niczego wymuszać.
Kiedy pojawia się lęk, pracuję z nim od razu:
- w autohipnozie
- w uwalnianiu
- w hooponopono
- w poddaniu Bogu
Interpretacja świata wygląda inaczej:
jest spokojniejszy, bardziej przyjazny i bardziej wspierający.
- Dlaczego mówię, że to już nie praca z umysłem, ale sposób życia?
Bo dziś:
- uwalniam emocje tak naturalnie, jak oddycham
- nie noszę niczego w sobie dłużej niż kilka minut
- rozpoznaję poziomy świadomości w codziennych sytuacjach
- nie traktuję niczego jako osobistego ataku
- czuję lekkość i prowadzenie
- jestem w kontakcie z Bogiem w każdym kroku
- żyję w intencji, a nie w reakcji
To nie jest praktyka.
To jest sposób, w jaki jestem.
Przy większych wyzwaniach — hipnoterapię robi mi ktoś inny lub sama wchodzę w proces autohipnoterapii regresyjnej
Mimo ogromnego doświadczenia w samodzielnej pracy, wiem jedno:
Czasem potrzebujemy drugiego terapeuty, by wejść głębiej.
Dlatego:
- przy trudniejszych emocjach,
- przy tematach traumatycznych,
- przy rzeczach, które czuję że potrzebuje pomocy kogoś innego,
korzystam z sesji hipnoterapeutycznych u drugiej osoby albo sama wykonuję proces autohipnoterapii regresyjnej, wchodząc w stan głębokiego dostępu do pamięci emocjonalnej.
To absolutnie naturalne i dojrzałe, tak jak chirurg nie operuje sam siebie.
Dzięki temu moja transformacja nie zatrzymała się, lecz przyspieszyła.
Transformacja przyszła nie dlatego, że „coś robiłam”, ale dlatego, że robiłam to codziennie
To jest najważniejszy element, który chcę przekazać:
Transformacja nie przychodzi od myśli „chciałabym się zmienić”,
ale od tego, że codziennie wykonujesz krok, choćby mały.
Codzienność tworzy to, kim jesteś.
A ja wybrałam, by każdy dzień był:
- uwalnianiem
- poddaniem
- zaufaniem
- obecnością
- czyszczeniem podświadomości
- dawaniem wartości
- świadomym działaniem
- relacją z Bogiem
I dlatego moje życie stało się wolne, czyste, lekkie i spójne.
