Jednym z najbardziej podstępnych mechanizmów ego nie jest pycha ani poczucie wyższości.
Jest nim wewnętrzne, często niemal niesłyszalne „muszę”.
Muszę się starać.
Muszę być lepsza.
Muszę zasłużyć.
Muszę kontrolować.
Muszę poradzić sobie sama.
W mojej pracy widzę bardzo wyraźnie:
to właśnie „muszę” jest rdzeniem ego – nie jako arogancji, lecz jako lękowej struktury przetrwania.
Czym naprawdę jest ego
Ego jest jakie jest – nie jest naszym przyjacielem. Nie należy z nim walczyć, bo walkę zawsze wygra ego.
Ego to:
- identyfikacja z rolą
- przywiązanie do obrazu siebie
- potrzeba kontroli
- ciągłe napięcie wewnętrzne
A jego językiem jest właśnie:
muszę, bo inaczej…
„Muszę” jako sygnał lęku
Za każdym „muszę” stoi lęk.
Zawsze.
Lęk przed:
- odrzuceniem
- byciem niewystarczającą
- stratą kontroli
- utratą miłości
- oceną
Dlatego ego jest tak wyczerpujące.
Ono nigdy nie odpoczywa, bo ciągle próbuje zapobiec czemuś, co jeszcze się nie wydarzyło.
Na jakich poziomach świadomości działa „muszę”
Działa najmocniej poniżej poziomów 200.
Najczęściej aktywne jest na poziomach:
- lęku 100
- pragnienia 125
- złości 150
- dumy 175
Szczególnie duma często maskuje „muszę” jako:
muszę być silna, niezależna, wyjątkowa.
A pod tym bardzo często ukryty jest wstyd – poczucie gorszości i niższości.
Ego a kontrola
Ego żyje kontrolą.
Kontrola daje mu iluzję bezpieczeństwa.
Im więcej „muszę”, tym więcej:
- napięcia w ciele
- sztywności
- frustracji
- złości
Kontrola nie jest oznaką mocy.
Jest oznaką braku zaufania.
Co się dzieje powyżej 200
Po przekroczeniu poziomu odwagi 200 zaczyna się rozpuszczanie „muszę”.
Na poziomie:
- neutralności 250 – pojawia się „mogę, ale nie muszę”
- gotowości 310 – „jestem otwarta”
- akceptacji 350 – „zgadzam się na to, co jest”
Ego traci grunt pod nogami, bo znika jego podstawowe paliwo – lęk.
Ego a ciało
Ciało bardzo szybko pokazuje, kiedy działa ego:
- napięta szczęka
- spięte barki
- płytki oddech
- ucisk w brzuchu
„Muszę” zawsze napina ciało.
„Wybieram” – rozluźnia.
Dlaczego nie da się „pozbyć” ego
Próba walki z ego to wciąż działanie ego. Miłość nie walczy, nie jest przeciw czemuś, tylko zawsze za czymś.
Ego nie znika przez analizę ani afirmacje.
Ono rozpuszcza się wtedy, gdy przestaje być potrzebne, czyli zgodnie z tym co pisał Hawkins po oświeceniu.
Praca z ego w podświadomości
Dlatego w mojej pracy łączę:
- hipnoterapię
- uwalnianie emocji według Hawkinsa
- ho’oponopono
- autohipnozę
Bo ego nie mieszka w logice.
Mieszka w podświadomości i ciele.
Praktyka: rozpuszczanie „muszę”
Wejdź w stan lekkiej autohipnozy i zauważ:
- gdzie w życiu czujesz przymus
- gdzie działasz z napięcia
Następnie wypowiedz:
Kasuję ten program teraz, już w to nie wierzę. Jestem nieograniczoną istotą, jedyne co mnie ogranicza to, to w co wierzy mój umysł. I to ja mam moc, by uwolnić z niego wszystko i skasować każdą myśl, przekonanie i program.
Pozwól, by ciało samo puściło napięcie.
Na końcu możesz poddać Bogu potrzebę kontroli i bycia „jakąś”.
Co pojawia się, gdy znika „muszę”
- lekkość
- spokój
- autentyczność
- więcej energii życiowej
Zamiast „muszę” pojawia się:
wybieram, bo czuję, że to spójne.
I to jest początek prawdziwej wolności.
Gdy przestajesz działać z „muszę”, zaczynasz działać z mocy.
A życie przestaje być walką – zaczyna być współpracą.
