Opublikowano Dodaj komentarz

Perfekcjonizm: ten elegancki sabotażysta

Perfekcjonizm to taka elegancka cecha, którą na rozmowach o pracę przedstawiamy jako supermoc.
A dopiero potem odkrywamy, że „supermoc” polega na tym, że człowiek robi trzy dni coś, co można było zrobić w trzy godziny — i jeszcze ma wyrzuty sumienia, że mogło być lepiej.

Wiesz, jak działa perfekcjonizm?
Jak GPS, który zawsze wybiera najdłuższą możliwą trasę.
Niby jedziesz, niby dojedziesz, ale po drodze dostaniesz kilka nerwic, dwie nieprzespane noce i jedną egzystencjalną rozkminę o sensie życia.

Perfekcjonista nie robi lepiej. Perfekcjonista robi dłużej.
I zawsze z poczuciem, że „to jeszcze nie to”.
Bo perfekcjonizm nie jest o jakości — jest o strachu.
Strachu, że jeśli odpuścisz o 5%, ktoś pomyśli, że jesteś zwyczajna.
A przecież Ty musisz być „wyjątkowa”, „najlepsza”, „lepsza niż wczoraj”, „idealna”, „cicha bohaterka świata, który tego nie zauważy”.

To absurd, prawda?
Ale wszyscy przez to przechodzimy.

W rzeczywistości ludzie wolą Twoje prawdziwe 80% niż Twoje wyciśnięte na siłę 120%.
Bo 80% jest ludzkie, dostępne i… osiągalne.
A idealne jest zimne jak plastikowa róża na cmentarzu.

Perfekcjonizm nie prowadzi do doskonałości.
Prowadzi do zmęczenia.
A najlepsze rzeczy w życiu powstają wtedy, kiedy pozwalasz sobie być człowiekiem — nie robotem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *