Opublikowano Dodaj komentarz

Ego w uzależnieniach – jak trzyma w pętli i jak zacząć wychodzić ku wolności?

Uzależnienie nie zaczyna się od substancji, telefonu, jedzenia czy relacji.
Uzależnienie zaczyna się od ego, które w pewnym momencie życia wybrało najszybszą dostępną ulgę. Według Hawkinsa ego funkcjonuje w niskich częstotliwościach – tam, gdzie człowiek jest zanurzony w bólu, lęku, wstydzie lub poczuciu winy. W tych poziomach świadomości energia jest tak ciężka, że umysł rozpaczliwie szuka czegokolwiek, co daje natychmiastowe poczucie ulgi.

I właśnie tam rodzi się uzależnienie.

Ego nie wybiera nałogu, żeby zrobić krzywdę.
Ego wybiera nałóg, bo nie zna innej drogi przetrwania.
Chce ochronić przed emocją, która kiedyś była zbyt obciążająca: samotnością, brakiem miłości, stresem, pustką, odrzuceniem, gniewem, smutkiem.

Ego nie mówi:
„Nie potrafię unieść cierpienia”.
Ego mówi:
„Potrzebuję tego, inaczej nie wytrzymam”.

I ta logika jest tak przekonująca, że człowiek coraz bardziej się zatraca.
Nałóg staje się plastrem na ranę, której nigdy nie wyleczono.

W rzeczywistości uzależnienie jest próbą regulacji emocji, których ego nie potrafi puścić.
To reakcja obronna.
To nawyk działań, a nie „słaba psychika”.
To próba naprawiania bólu tym, co ból powiększa.

Człowiek w nałogu nie potrzebuje moralizacji, tylko świadomości.
Bo dopiero świadomość odsłania prawdę:
każde uzależnienie to mechanizm unikania emocji.

W hipnozie widać to niesamowicie jasno.
Kiedy człowiek wchodzi w stan głębokiego relaksu, jego ego się uspokaja.
Otwiera się to, co było tłumione.
Wyłania się obraz:
– skrzywdzone dziecko,
– samotny nastolatek,
– dorosły, który nigdy nie dostał wsparcia,
– kobieta, która całą energię oddawała innym, aż została pusta.

Wtedy uzależnienie zaczyna tracić swoją hipnotyczną moc.
Bo prawdziwa siła nałogu nie tkwi w substancji, tylko w emocji, którą ona przykrywa.

Według Hawkinsa uzależnienie działa w niższych poziomach świadomości — tam, gdzie dominuje wstyd, apatia, poczucie winy, strach, pragnienie i złość.
To pętla, która kręci się sama:
emocja → napięcie → substancja/nawyk → chwilowa ulga → wstyd → napięcie → substancja → …

I tak aż do wyczerpania.

Wolność zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć z nałogiem, a zaczyna pracować z emocją.
Bo dopiero wtedy ego traci grunt pod nogami.

Gdy zaczynasz czuć zamiast uciekać, pole energetyczne zaczyna się zmieniać.
Lęk się rozpuszcza.
Wstyd topnieje.
A ty odzyskujesz przestrzeń, w której możesz decydować, zamiast reagować.

Największym przełomem jest moment, w którym z poziomu świadomości widzisz:
„To nie ja jestem uzależnieniem. To uzależnienie było próbą radzenia sobie z bólem”.

To uwalnia.
To otwiera serce.
To przesuwa cię wyżej — do odwagi, akceptacji i chęci.
A tam uzależnienie nie ma już energii, z której żyje.

Ego w uzależnieniach nie jest wrogiem.
To część ciebie, która błędnie uznała, że ulga równa się bezpieczeństwo.
Kiedy zaczynasz ją kochać, zamiast karać, transformacja staje się możliwa.

Bo prawdziwe wyjście z uzależnienia zaczyna się nie od wyrzeczeń, tylko od świadomości, łagodności i wewnętrznej prawdy.