Opublikowano Dodaj komentarz

Martwienie się o dzieci – moje spojrzenie jako mamy i kobiety pracującej z podświadomością

Myślę, że każda mama zna ten stan. Dziecko zaczyna kaszleć, boli je brzuch, ma gorączkę albo dzieje się coś niepokojącego i w jednej chwili umysł potrafi wejść w ogromny lęk.

Sama również przez to przechodziłam.

Martwienie się o dzieci wydaje się czymś naturalnym. Wiele osób uważa wręcz, że dobra mama powinna się martwić. Jakby troska musiała oznaczać napięcie, lęk i ciągłe czarne scenariusze.

Z czasem jednak zaczęłam coraz mocniej zauważać, jak bardzo takie martwienie się wpływa nie tylko na mnie, ale również na energię całego domu, moje ciało, układ nerwowy i same dzieci.

I dziś patrzę na to zupełnie inaczej.

Martwienie się nie jest tym samym co troska

To bardzo ważne rozróżnienie.

Można:

  • troszczyć się o dziecko,
  • obserwować jego stan,
  • reagować odpowiedzialnie,
  • zadbać o pomoc,
  • być uważną mamą,

bez wchodzenia w ciągły lęk i napięcie.

Martwienie się bardzo często nie pomaga.
Ono jedynie przeciąża umysł i układ nerwowy.

Kiedy mama stale żyje w napięciu:

  • analizuje każdy objaw,
  • wyobraża sobie najgorsze scenariusze,
  • obsesyjnie sprawdza,
  • ciągle się boi,

organizm funkcjonuje w chronicznym stresie.

A dzieci bardzo mocno czują emocje swoich rodziców.

To, na czym skupiasz uwagę, zaczyna rosnąć

Zauważyłam, że kiedy człowiek nieustannie skupia uwagę na problemie, lęku i chorobie, umysł zaczyna coraz bardziej wzmacniać właśnie ten stan.

Kiedy mama codziennie żyje w myślach:

  • oby nie zachorował,
  • coś na pewno jest nie tak,
  • boję się o jego zdrowie,
  • co jeśli stanie się coś złego,

podświadomość nieustannie utrzymuje energię lęku i braku bezpieczeństwa.

Zgodnie z naukami Davida R. Hawkins uwaga i emocje wzmacniają określone stany świadomości.

Im więcej lęku karmimy, tym bardziej zaczyna on przejmować nasz umysł.

Martwienie się o zdrowie często wzmacnia energię braku zdrowia

Wiem, że dla wielu osób może to być trudne do zrozumienia, ale sama coraz bardziej widzę, że ciągłe koncentrowanie się na chorobie, problemach i lęku utrzymuje umysł w energii:

  • zagrożenia,
  • napięcia,
  • braku,
  • niebezpieczeństwa.

To nie oznacza ignorowania zdrowia dziecka ani udawania, że wszystko jest idealnie.

Chodzi o świadomość tego, z jakiego stanu emocjonalnego działamy.

Bo można:

  • zadbać o dziecko,
  • iść do lekarza,
  • obserwować objawy,
  • wspierać organizm,

ale jednocześnie nie żyć w ciągłej panice.

Dzieci bardzo czują emocje rodziców

Dzieci są niezwykle wrażliwe energetycznie i emocjonalnie. Nawet jeśli mama nic nie mówi, dziecko często czuje:

  • napięcie,
  • lęk,
  • stres,
  • chaos emocjonalny.

Kiedy rodzic jest spokojniejszy, dziecko również łatwiej wraca do równowagi.

Dlatego coraz bardziej uczę się, że jednym z największych prezentów, jakie mogę dać swoim dzieciom, jest mój własny spokój wewnętrzny.

Nie perfekcja.
Nie ciągła kontrola.
Ale spokojna obecność.

Strach nie daje większej kontroli

Umysł bardzo często wierzy:
„jeśli będę się martwić, będę bardziej przygotowana”.

Ale prawda jest taka, że martwienie się najczęściej:

  • nie zapobiega problemom,
  • nie daje realnej kontroli,
  • nie pomaga podejmować lepszych decyzji.

Za to bardzo mocno obciąża organizm i psychikę.

Człowiek żyje wtedy w ciągłym napięciu i przestaje doświadczać życia w spokoju.

Uczę się wybierać zaufanie zamiast ciągłego lęku

To proces.

Nie chodzi o to, żeby już nigdy nie poczuć strachu o własne dzieci. Każda mama ma emocje i to jest naturalne.

Ale dziś coraz częściej wybieram:

  • oddech zamiast paniki,
  • obecność zamiast katastroficznych myśli,
  • spokój zamiast ciągłego nakręcania lęku,
  • zaufanie zamiast obsesyjnej kontroli.

Widzę ogromną różnicę w tym, jak wpływa to na mnie, moje ciało i atmosferę w domu.

Podświadomość reaguje na emocje

Podświadomość bardzo mocno reaguje na:

  • powtarzalne myśli,
  • obrazy,
  • emocje,
  • napięcie,
  • lęk.

Jeżeli codziennie karmimy umysł strachem, organizm zaczyna funkcjonować tak, jakby zagrożenie było stale obecne.

Dlatego coraz bardziej świadomie obserwuję:

  • czym karmią się moje myśli,
  • na czym skupiam uwagę,
  • jakie emocje wzmacniam każdego dnia.

To nie jest udawanie pozytywności.
To świadome wybieranie stanu, z którego chcę żyć.

Co pomaga mi wracać do spokoju

Kiedy pojawia się lęk, staram się:

  • zatrzymać,
  • wrócić do oddechu,
  • obserwować swoje myśli,
  • nie nakręcać czarnych scenariuszy,
  • wracać do chwili obecnej,
  • uspokajać układ nerwowy,
  • i przede wszystkim każdą taką myśl poddawać Bogu.

Pomagają mi:

  • medytacja,
  • autohipnoza,
  • uwalnianie emocji,
  • poddanie Bogu,
  • praktyka wdzięczności,
  • świadome odpuszczanie kontroli.

Powtarzam sobie:
„Poddaję zdrowie moich dzieci Bogu”.

Miłość nie musi wyrażać się poprzez strach

Myślę, że wiele kobiet zostało nauczonych, że martwienie się jest dowodem miłości.

A przecież prawdziwa miłość może wyraża się poprzez:

  • spokój,
  • obecność,
  • zaufanie,
  • świadomość,
  • troskę bez paniki.

Dziś wierzę, że dzieci bardziej potrzebują spokojnej, obecnej mamy niż mamy żyjącej w ciągłym napięciu i lęku.

Każdego dnia wybieram wracać do spokoju

To nie oznacza, że jestem idealna i nigdy się nie boję.

Ale coraz bardziej świadomie wybieram:

  • nie karmić umysłu katastrofami,
  • nie żyć ciągłym lękiem,
  • nie wzmacniać energii braku zdrowia,
  • wracać do zaufania i wewnętrznego spokoju.

Bo to, na czym skupiamy uwagę, naprawdę rośnie w naszym życiu i to przyciągamy do niego.