Jako hipnoterapeutka od lat fascynuję się ludzkim umysłem – jego głębią, potęgą i tym, jak subtelnie potrafi nas prowadzić… albo blokować. W swojej pracy łączę hipnoterapię z uwalnianiem emocji według Davida Hawkinsa, ho’oponopono oraz elementami Totalnej Biologii. Nie dlatego, że „trzeba więcej”, ale dlatego, że wszystko to prowadzi mnie do jednego miejsca: do prawdy zapisanej w podświadomości.
Zanim rozpocznę jakikolwiek proces uwalniania emocji, wchodzę w stan autohipnozy. To przestrzeń ciszy, głębokiego kontaktu ze sobą i z tym, co większe ode mnie. W tym stanie podświadomość staje się otwarta, szczera i gotowa na transformację. Tam nie ma walki – jest zgoda, uważność i gotowość na puszczenie.
Wszystko, co pojawia się w moim życiu w ciągu dnia – myśli, emocje, reakcje, spotkania – poddaję Bogu. Nie analizuję obsesyjnie. Jestem w uważności. Obserwuję. Pamiętam, że nie jestem swoimi myślami. Myśli przychodzą i odchodzą, a ja jestem przestrzenią, w której to się wydarza.
Jedną z emocji, które najczęściej pojawiają się w pracy z podświadomością – i jednocześnie jedną z najsilniejszych blokad do szczęścia – jest poczucie winy.
Poczucie winy działa jak cichy sabotażysta. Niby niewinne, czasem wręcz moralne, a jednak głęboko destrukcyjne. To ono sprawia, że nie pozwalamy sobie na radość, lekkość, obfitość czy miłość. Podświadomie czujemy, że nie zasługujemy. I dopóki ta emocja jest aktywna, umysł będzie tworzył sytuacje, które ją potwierdzają.
Co ciekawe, bardzo często nie chcemy jej widzieć w sobie. Dlatego obwiniamy innych. Kogoś za nasze emocje, decyzje, stan życia. A obwinianie nie jest niczym innym jak projekcją poczucia winy wobec samej siebie. To mechanizm obronny umysłu, który nie chce poczuć tego, co boli.
Z perspektywy, z której pracuję, nie ma zewnętrznych przyczyn tego, czego doświadczam. Wszystko zaczyna się w umyśle – w przekonaniach, programach, zapisanych emocjach. I właśnie dlatego mam moc, by to zmienić.
W procesie uwalniania często używam zdania zgodnego z naukami Hawkinsa:
„Kasuję tę myśl teraz. Już w to nie wierzę.”
To proste zdanie ma ogromną moc, bo przypomina mi prawdę:
Jestem nieograniczoną istotą.
Jedyne, co mnie ogranicza, to to, w co wierzy mój umysł.
Nie ma żadnych zewnętrznych przyczyn mojego doświadczenia. I to ja mam moc, by uwolnić z mojego umysłu wszystko – każdą myśl, każde przekonanie, każdy program. To jest mój umysł. A ja jestem większa.
Na co dzień praktykuję wdzięczność. Nie jako technikę, ale jako sposób widzenia świata. Wdzięczność zmienia perspektywę – nawet wobec trudnych doświadczeń. Zamiast pytać „dlaczego mnie to spotyka?”, pytam: „co mogę z tego uwolnić?”. I wtedy wszystko staje się drogą do wolności.
Wysyłam energię bezwarunkowej miłości – do siebie, do innych, do sytuacji, które kiedyś oceniałam. Wiem, że ta energia leczy wszystko, bo rozpuszcza opór. A tam, gdzie nie ma oporu, nie ma też winy.
Kiedy puszczam poczucie winy, przestaję obwiniać innych. Kiedy przestaję obwiniać innych, wracam do swojej mocy. A gdy jestem w swojej mocy – szczęście nie jest już celem. Jest naturalnym stanem bycia.
I właśnie do tego miejsca prowadzę – siebie i tych, z którymi pracuję. Do przestrzeni, w której umysł przestaje rządzić, a świadomość zaczyna wybierać.
